Gozo jest małe, ale nie da się go „zaliczyć” w jeden dzień. Wąskie drogi prowadzą między kamiennymi murkami do zatok, w których woda ma kolor, jakiego nie oddaje żaden filtr.
Wieczorem miasteczka zapalają światła, kościoły świecą jak scenografia, a kolacja trwa dłużej, niż planowaliśmy.